Sukces Handmade – z Dorotą Freitag o prowadzeniu własnego sklepu e-commerce KREATYWNIE
— 27 minut
Spotkałyśmy się z Agnieszką Gaczkowską z Oplotki.pl żeby porozmawiać o tym, czym jest dla nas sukces handmade. Warto wracać do tej rozmowy, żeby przemyśleć czym tak naprawdę jest wymarzona praca, sukces, spełnienie marzeń.
Tego wywiadu możesz też posłuchać jako podcastu. Odcinek jest na końcu materiału.
Agnieszka Gaczkowska: Witam cię serdecznie w odcinku, kolejnym odcinku podcastu opłotki. Czyli podcastu, w którym łączymy twórców, fanów rękodzieła oraz profesjonalistów, którzy na co dzień żyją tym zawodowo. Dzisiaj moim gościem jest Dorota. Nie mogę się doczekać, aby przedstawić ci tą niesamowicie inspirującą artystkę, ale również właścicielkę sklepu. Właścicielkę popularnego brandu, youtuberkę. A dokładniej, Dorota jest przedsiębiorczynią, instruktorką rękodzieła, dostawcą materiałów kreatywnych i wielką entuzjastką marketingu relacyjnego. Jest też założycielką firmy kreatywnie.com i kanału YouTube o tej samej nazwie. Ten kanał wspiera działania bezpłatnymi instrukcjami, a jeżeli tylko zabraknie materiałów do twórczości, no to łatwo znajdziesz je w sklepie o tej samej nazwie. Sprzeciwia się bagatelizowaniu i lekceważeniu twórczych pasji, które często pełnią rolę autoterapii. To jest mi również bardzo bliskie, więc tym bardziej. Dorota, serdecznie cię witam. Dorota inspiruje kreatywne kobiety do rozwijania swoich pasji i życia na własnych zasadach. I wierzę, że kreatywne życie w Spokaca wznosi dużo radości, sprawczości i wnosi mnie piękne relacje. Cześć Dorota, witam cię.
Dorota Freitag: Cześć, dzień dobry, witam wszystkich serdecznie.
Agnieszka Gaczkowska: Dorota, dla mnie osobiście rękodzieło to zarówno hobby i biznes. Wiem, że dla ciebie jest podobnie. Pasja do Handmade stała się taką podstawą pracy, ale też takim ciągłym treningiem, no takiego świadomego balansu między tym odpoczynkiem a kreatywnością, między pracą a hobby. W związku z tym mam taką definicję sukcesu Handmade, że jest to nie tylko sukces, który odnosimy w tej branży rękodzielniczej, ale to również takie rozumienie tego słowa handmade trochę bardziej dosłownie, czyli tak własnoręcznie. Mam wrażenie, że w kontekście tej pracy własnej, tej własnoręcznej, mikro i makro wyborów, które podejmujemy, no to one jednak kształtują tą naszą trajektorię lotu. Dorota, czym dla ciebie jest ten sukces, ten sukces branży Handmade, ale w ogóle też sukces?
Dorota Freitag: Jeśli chodzi o moje pojęcie sukcesu w branży handmade, to już samo to, że ja w niej mogę być, mam taki przywilej w niej funkcjonować, to jest ogromny sukces, bo to jest spełnienie takiego mojego dziecięcego marzenia. Tylko, że takie nastoletnie marzenia to zwykle jest bardziej fantazja niż rzeczywistość i ja sobie oczywiście zupełnie inaczej wyobrażałam funkcjonowanie w takiej styczności ze sztuką, kreatywnością. Te moje marzenia były bardziej górnolotne, ale no życie i życie biznesowe bardzo mocno pokierowało mnie w kierunku nazwijmy to branży przemysłowej handmadeowej, bo to też jest po prostu przemysł. I samo to, że przez przypadek wpadłam na zachodzie na sklepy handmadeowe, których w Polsce jeszcze wtedy nie było, dał mi dało mi do myślenia, że można się tym zajmować nie będąc artystą z dyplomem. No i moim pojęciem sukcesu jest to, że ja odnalazłam własny sposób funkcjonowania blisko kreatywności, blisko tworzenia rzeczy ręcznie, blisko wyrażania siebie w kreatywny sposób na co dzień. Że znajduję równowagę w twórczości, dzieleniu się tą twórczością, ale też w prowadzeniu biznesu, który jest bardzo techniczny. Jeśli chodzi o sklep internetowy, to jest po prostu czysty e-commerce i tu jest bardzo mało kreatywnych rzeczy do zrobienia. Sukcesem jest też to, że jestem na rynku 20 lat, ponad już w tej chwili, to jest dla mnie niewiarygodne, że taka maleńka firma sobie radzi i dzięki przemyślanym planom ciągle jest na tej ścieżce. Także gdzieś tam to mi dostarcza w ogóle mnóstwa pomysłów na samorozwój, więc no to jest dla mnie sukces, że że ja po prostu tutaj ciągle jestem i że mogę realizować te właśnie marzenia.
Agnieszka Gaczkowska: Gratulacje. To jednak jest wyczyn, w dzisiejszych czasach 20 lat utrzymać się na rynku, to jest niesamowite osiągnięcie, więc gratuluję Dorota. I oczywiście od razu kontynuuję z takim pytaniem, które aż mi się ciśnie na ustach. Handmade to hobby czy biznes?
Dorota Freitag: Oj, to jest oczywiście jedno i drugie. Ale ja bym bardzo, bardzo rozgraniczyła tą fantazję na temat biznesu od rzeczywistości. Opowiem taką krótką historię, jak zaczynałam swoją przygodę z Handmade. Wtedy jeszcze w ogóle nie było ani sklepów jakichś szczególnie zdefiniowanych pracowni. No rynek był, był bardzo pusty, jeśli chodzi o o tą branżę. Zostałam zaproszona przez jednego z producentów na szkolenie. I podczas tego szkolenia byłam ja, jako instruktor, przyszły adept właściwie rękodzieła. To było około 2000 roku, więc naprawdę kupę czasu temu. No i ten producent posadził nas przy stole i jak dzieciom w szkole, prawie że z linijką w ręku, zaczął wykładać, że żeby zacząć taki biznes, trzeba położyć 20 000 na stół, trzeba mieć pomysł na siebie, wszechstronność, to strasznie ciężka branża.
I takim tonem, jak ja teraz, wyliczał wszelkie trudności, jakie mogą nas napotkać. I ja sobie pomyślałam, że oni są trochę szaleni, no bo z jednej strony chcą prowadzić ten biznes i chcą angażować w to osoby, a z drugiej strony bardzo nas straszą i wręcz bardzo zniechęcają. No i z dzisiejszej perspektywy ja dopiero rozumiem, o czym oni mówili wtedy, bo ja byłam tak entuzjastycznie nastawiona do życia i do do tego, że będę prowadzić warsztaty, że wtedy tego nie rozumiałam i postrzegałam to jako kłody pod nogi. A myślę, że oni po prostu byli realistami.
Także hobby i biznes, to trzeba po prostu sprawdzić. Czy to jest dla nas, czy to jest dla nas jako biznes i przede wszystkim urealnić się w liczbach i wtedy można się zastanowić, czy już warto przejść na biznes, czy nie.
Agnieszka Gaczkowska: Dokładnie, bardzo ci dziękuję za tą perspektywę. I pamiętam na początku wspomniałaś właśnie, że był taki moment, że gdzieś byłaś za granicą. Zobaczyłaś coś, czego u nas w Polsce nie było. I ciekawa jestem, jakby, które te elementy z tego, wiesz, dzisiejszego biznesu, no bo jakby nie patrzeć, to jest to świetnie funkcjonująca firma od tylu lat, które pochodzą z tego hobby, z tych zainteresowań, a które tak naprawdę to był taki element stricte biznesowy, taki pomysł biznesowy.
Dorota Freitag: Elementy to przede wszystkim produkty. Ja uwielbiam te rzeczy, które mam w sklepie, sama po prostu nimi tworzę. Więc to jest dla też przekleństwo, bo nawet jeśli rynek ich już dawno nie chce, to ja i tak je nadal bardzo lubię i bardzo ciężko mi wtedy z nich rezygnować. Więc wspólny mianownik to jest na pewno obszar, którym się zajmuję. Ja sobie nieprzypadkowo wybieram dziedziny, którymi chcę się biznesowo zajmować. Są dziedziny, które mnie bardzo kręcą i te produkty. Nawet jak pakuję paczki, to mam z tego jakąś świąteczną radość po prostu, więc te uciążliwe czynności są związane z tym, że ja to naprawdę lubię. Natomiast co w tym wszystkim jest typowym wkładem biznesowym. Mój proces urealnienia był dosyć długi, jeśli chodzi o przejście takie właśnie policzenie się budżetowanie i o strategię marketingową. Od 2014 roku jestem w nieustannej edukacji dotyczącej marketingu i to jest mój ogromny wkład biznesowy. W międzyczasie też bardzo się doedukowałam jeśli chodzi o e-commerce, bo ten rynek się wywrócił po prostu do góry nogami.
W momencie, kiedy było kilkaset sklepów na rynku, to łatwo się było znaleźć i wszyscy znali się po imieniu i wiedzieli, kto od kogo kupuje. Dzisiaj jest nas, są nas miliony pewnie, bądź setki tysięcy dostawców różnego rodzaju i jest ogromny deficyt zaufania. Więc mój wkład biznesowy to jest przede wszystkim wkład marketingowy. Sposób funkcjonowania w biznesie e-commerce i ogólnie takie strategiczne patrzenie z lotu ptaka, patrzenie na firmę, a nie tylko na twórczość. Nie skupiam się tylko na tym, co mi się podoba i co lubię robić, czyli nie nagrywam tylko filmików, jakby się mogło wydawać. Tutaj jest strasznie dużo mrówczej pracy.
Agnieszka Gaczkowska: Dokładnie, dziękuję ci, że o tym wspomniałaś, bo często jest tak, że my oglądamy te fasady biznesowe, rzadko kiedy możemy zajrzeć za kulisy i mam wrażenie, że to jest ta niesamowita wartość dla naszych słuchaczek, słuchaczy, że możemy zajrzeć do tych kulisy i zobaczyć, jak jest naprawdę. I ciekawa jestem, wiesz, jak rozumiesz to hasło. Ja nawet ten podcast, tą serię jakby promuje tym hasłem, sukces Handmade. Dla mnie ten sukces to jest właśnie ten taki sukces wypracowany własnymi rękami. Ja go też rozumiem jako taki sukces, który polega na tych mikro decyzjach, na tych momentach, kiedy jakby mamy pełną świadomość, czy możemy pójść w prawo czy w lewo i świadomie wybieramy, w którą stronę idziemy. No i później żyjemy z tymi konsekwencjami. Jak dla ciebie wygląda ten sukces Handmade, ta jego definicja?
Dorota Freitag: Ja ci powiem, że w moim przypadku to jest wręcz bardzo często dosłowne stwierdzenie. Bo w prowadzeniu warsztatów nic się nie zmieniło. Warsztaty to instruktor i instruktor to osobowość, sposób przekazywania wiedzy i doświadczenie w pracy z ludźmi. I dbanie o o atmosferę i o to, żeby to poprowadzić sprawnie i żeby ludzie po prostu no byli zachwyceni tym, co udało im się zrobić. No i w tym momencie ja często no żartuję, że Handmade, to w moim przypadku oznacza noszenie skrzynek podczas warsztatów z materiałami. Czyli ja to naprawdę przenoszę własnoręcznie, nie mam zatrudnionych osób, które za mną noszą spakowane wcześniej skrzynki i po prostu przygotowane mam wszystko i wchodzę tylko jako gwiazda warsztatów i prowadzę zajęcia. To wszystko jest zrobione własnoręcznie, tak, także od zrobienia checklisty, żeby nie zapomnieć rękawiczek gumowych i tak dalej. Po przeniesienie naprawdę wielu dziesiątek kilogramów, obsługę tych osób, często naprawdę jest to bardzo trudne fizycznie. I my często tak o sobie też mówimy, że my jesteśmy pracownikami fizycznymi, że robimy wszystko naprawdę własnoręcznie.
Mogłoby się tak wydawać, że my gdzieś jesteśmy w tej sferze tworzenia, projektów, w tej sferze bardzo artystycznej, ale wiele rzeczy zależy od naszych rąk, nie tylko od głowy.
Agnieszka Gaczkowska: Dokładnie, myślę, że przepięknie to ujęłaś. Ten sukces Handmade on ma wiele twarzy i dziękuję ci, że powiedziałaś o tej właśnie twarzy takiej fizyczności biznesu, bo to są właśnie te kawałki, których na zewnątrz nie widać. Tak, my jesteśmy właścicielkami swojej firmy, ale często jesteśmy też i księgową i osobą, która sprząta po warsztacie i to na własnoręcznie.
Dorota Freitag: Tak i myje pędzle, tak i później też na przykład sprząta pracownię, która wiruje od kuleczek styropianu jeszcze przez tydzień i tak dalej. Także to jest to jest praca czasem fizyczna, też wtedy głowa odpoczywa. Sukces Handmade zależy w dużej mierze od też naszej kondycji.
Agnieszka Gaczkowska: Dokładnie, dokładnie. Słuchajcie, to jest taki moment, gdy właściwie przechodzimy do sedna naszego podcastu, bo kiedy mówimy o sukcesie Handmade, nie sposób powiedzieć o wszystkim, co nas prowadzi do sukcesu. Zauważyłam, że najczęściej najcenniejsze lekcje wynosimy tak naprawdę z porażek. Są takie różne powiedzonka, nie chcę tutaj cytować, ale jedno z takich, które ostatnio wpadło mi w ucho, to właśnie to, że sukces uczy nas jakiś miłych doświadczeń, daje przyjemne wspomnienia, ale tak naprawdę to porażki dają nam najcenniejsze lekcje. Zanim pogadamy o porażkach, słuchajcie, coś, czego jeszcze w naszym podcaście nie było. Przerwa na reklamę. Słuchajcie, muszę wam o tym powiedzieć, bo sponsorem tego odcinka jest nie, nie usłyszycie tutaj popularnej marki albo jakiegoś modnego brandu. Sponsorem tego odcinka jestem ja i opłotki. Budżet przeznaczony na to nagranie, czas, który potrzebujemy poświęcić, aby zmontować, opublikować i sprawić, aby ten odcinek mógł do ciebie dotrzeć, pochodzi z budżetu opłotki.
Dziękuję Dorocie, że przyjęła zaproszenie do dzisiejszego odcinka. Robi to zupełnie z czystego serca, z dobrej woli, nie otrzymuję za to wynagrodzenia. Dlatego proszę cię, jeżeli możesz, podziel się informacją o tym podcaście, puść go dalej, wspomnij o tym, co robi Dorota lub o tym, że istnieje taki podcast. Będziemy ci bardzo wdzięczne. No i kończąc naszą reklamę. Przechodzimy do tego, co myślę jest dla nas najcenniejsze. Dorota, mówiliśmy o tych sukcesach handmadeowych, biznesowych. Ale ja tak naprawdę chcę cię wypytać o te porażki. To one najczęściej są dla nas tymi najcenniejszymi lekcjami. Czy jest taka, którą jesteś gotowa się z nami podzielić?
Dorota Freitag: No pewnie, porażki zwykle są dosyć spektakularne i bolesne w pierwszej chwili, ale lekcje absolutnie bezcenne. Dużo było takich momentów, trudnych po drodze, ale jedną z takich podstawowych porażek, z których ja wniosłam największą lekcję, to jest przełom roku 2010 i 11, kiedy doświadczyliśmy pierwszego kryzysu. Możesz sobie wyobrazić taką sytuację, że do tego momentu moja firma po prostu pękała w szwach od nadmiaru klientów. Ja tworzyłam listy rezerwowe, ludzie pchali się po prostu drzwiami i oknami. Ja myślałam o tym na przykład, żeby podwoić stół warsztatowy i podwoić ilość miejsc na warsztatach, mimo że i tak już miałam wtedy 12-osobowe grupy i bardzo ciężko mi się pracowało. I to był taki niekończący się strumień pieniędzy. Ja byłam wręcz na haju tego sukcesu i tego w jaki sposób wtedy funkcjonował rynek właśnie też między innymi dlatego, że nie było konkurencji. I przez to, przespałam kompletnie, muszę to powiedzieć wprost, przespałam absolutnie moment, w którym powstawały media społecznościowe, bo przecież Instagram jest od 2012 roku, to jest naprawdę krótka historia. Przespałam też to, po co one są i w jaki sposób to wpłynie w ogóle na marketing. No i ja, nauczona, jakby starą szkołą marketingową, ja nie myślałam wtedy nawet o newsletterze. Miałam jakąś stronę internetową i to wszystko. I mogę z pełną świadomością powiedzieć, że jestem osobą, której ten marketing, którego dzisiaj doświadczamy, po prostu odjechał sprzed nosa jak pociąg. Zupełnie nie rozumiałam, jak funkcjonuje świat i w momencie, kiedy doświadczyliśmy kryzysu na rynku, który objął wszystkie branże, ale w pierwszej kolejności te branże, które były związane z usługami. Handmade to jest raczej luksus, a nie pierwsza potrzeba. To było naprawdę bolesne doznanie. Ja prawie położyłam swoją firmę, bo nie miałam kontaktu ze swoimi klientami. Miałam zapisy na warsztaty, ale nie zbierałam ich w postaci na przykład bazy newsletterowej i tak dalej. Jakieś skrawki w ogóle tego wszystkiego porozrzucane w różnych miejscach, kompletny chaos i bałagan. I od tego czasu w takiej, można powiedzieć, kompletnej rozpaczy, wręcz natrafiłam na kurs storytellingu. I od tego wszystko się zaczęło, zaczęłam rozumieć, że tak naprawdę moja praca to jest służba dla innych, a nie jestem po to, żeby przyjmować kolejki zainteresowanych, bo one się same z siebie nie pojawią. I to była dla mnie bardzo, bardzo cenna lekcja pokory i tego, żeby też otaczać się ludźmi życzliwymi, żeby też nie wszystkich traktować jak potencjalnych klientów. Mogę powiedzieć, że strasznie, strasznie dużo się nauczyłam.
Ten proces trwa do dzisiaj, ja się uczę nieustannie, ale gdybym miała z tego wyciągnąć taką jedną podstawową lekcję, to to jest taka lekcja, żeby nie, nawet jeśli odnosisz dzisiaj ogromny sukces i twój produkt jest po prostu no bardzo wchłaniane przez rynek, to żeby nie uznawać tego za sytuację, która się nigdy nie skończy, bo niestety mody szybko przemijają, i my jako osoby, które chcą funkcjonować w tej branży, ciągle musimy patrzeć do przodu. Ciągle musimy patrzeć, rozglądać się dookoła.
Eee taka włoska instruktorka, też właścicielka znanej marki produktów do deku aż ona mówiła na to w taki sposób, że ona kradnie oczami. Co mi się średnio podoba, ale jest to bardzo prawdziwe. Także rozglądając się na targach we Frankfurcie, rozglądając się wśród tego co tworzą jej klienci, ona wie co w trawie piszczy, wie, w którym kierunku zacząć produkować co nowego wprowadzać na rynek, coś jest już w Australii, jeszcze nie ma w Europie, za chwilę do tej Europy dojedzie i tak dalej. Więc tak naprawdę, nawet jeśli tworzysz coś naprawdę niewielkiego, to warto się po prostu rozglądać i być czujnym i nie uznawać, że tu i teraz to jest jedyne, na co na nas stać w jakimś sensie, ale też co się może wydarzyć. Bo no może się wydarzyć wszystko i w jedną i w drugą stronę, także te te porażki właśnie dokładnie z tym były zwykle związane, że nie nie miałam na tyle przewidywalności, jakby w sobie takiego takiej też świadomości, że wszystko z dnia na dzień może wyglądać zupełnie inaczej. Wystarczy zmiana kursu euro i cały twój biznes wygląda już zupełnie inaczej, nie?
Agnieszka Gaczkowska: Tak bardzo cenne. Dziękuję ci, bo słuchałem nas ich hobbyści i przedsiębiorcy z branży rękodzieła i myślę, że dla tych osób, które się zastanawiają, czy w ogóle wejść tutaj jako przedsiębiorca, tak? Może zajmujemy się jakąś techniką i się zastanawiamy, czy dałoby się to jakoś monetyzować, czy osoby, które już od dawna w branży są, myślę, że z tej lekcji bardzo, bardzo cenne wnioski mogą wyciągnąć. No bo to trochę tak jest, że ten świat przyspieszył, tak? On się bardzo dynamicznie zmienia, teraz jesteśmy świadkiem tej rewolucji AI-owej, wszyscy się też zastanawiamy, jak to będzie dalej. Ciekawa jestem, jak patrzysz właśnie na te, na te kwestie, które się rozwijają, to ciekawa jestem, czy gdzieś tutaj to AI dla ciebie jest czymś interesującym.
Dorota Freitag: Jeśli chodzi o technologię, takie, które ostatnio nas po prostu atakują praktycznie z każdej strony i właściwie, kiedy człowiek się oswoi z jedną, to, to są trzy w zamian. Ja mam takie podejście do tego, że ja się nie pozwolę wykluczyć. Nie chodzi o to, żeby być we wszystkim ekspertem, ale chodzi o to, że nawet jeśli ten świat pędzi, to ja sobie podrepcze za nim. Ale chcę wiedzieć i rozumieć, co się w nim dzieje. We własnym tempie. I znajomość narzędzi to jest dla mnie podstawa. Ja mam to szczęście, że mam nastoletnie dziecko i od czasu do czasu, jakby też korzystam z wiedzy, czy tam zadaję jakieś pytania, ale też mam w sobie po prostu ogromną ciekawość wszystkiego, taką dziecięcą i ona też mnie pcha, nawet jeśli naprawdę strasznie się boję, to i tak pcha mnie w tą stronę, żeby sprawdzić, jak to działa. W związku z czym taki bunt przeciwko wykluczeniu i temu, żeby nadążać powoduje, że ja korzystam ze wszystkich możliwych narzędzi. Szczerze, jeśli coś się pojawia, ja natychmiast zaglądam i jeśli chodzi o AI, jakkolwiek duże są moje moralne, że tak powiem, obawy i mam pełną świadomość, w jakim kierunku to może pójść i z każdej strony też przyjmuję krytyczne głosy na ten temat, to szczerze, to mi bardzo ułatwia funkcjonowanie na co dzień. Dlatego, że gdybym miała wyprodukować w ciągu tygodnia pięć wpisów blogowych na 10 000 znaków, no to by po prostu nie było możliwe. Natomiast każdy ten wpis blogowy to jest też mój wkład dotyczący wiedzy. Czyli jakby treść tego wpisu, to jestem ja i to, co ja chcę przekazać. Natomiast już samo redagowanie tekstu odbywa się z pomocą właśnie narzędzi. Bo uważam, że byłoby to nierozsądne z tego nie korzystać. Więc różne są obszary i ja się po prostu staram nadążać, ale też nie bezkrytycznie i nie na ślepo. Bo to też nie chodzi o to, jakby moim takim podstawowym celem jest to, żeby tu był zawsze człowiek, że kreatywnie to jestem ja. To to nigdy nie będzie bot.
Ta osoba jest tutaj też zawsze widoczna. Ja robię zdjęcia i raczej to się nie zmieni. Ja robię projekty, to też się nigdy nie zmieni, więc raczej AI mi nie wyprodukuje filmików na YouTube. Dokładnie, to jest, no, także ta ta firma bazuje na mojej pomysłowości i to nie jest jakby chodzi o to, że to się po prostu, tego się nie da zastąpić i jakby nie mam takiego zamiaru.
Agnieszka Gaczkowska: Dokładnie, bardzo ci dziękuję za tą perspektywę. Ja też jestem Team entuzjastką tych nowych technologii, tego AI, jakby w przeciwieństwie do wielu osób nie boję się, ale patrzę z wielką nadzieją na to, co może przynieść rozwój tej technologii. I dziękuję ci, że o tym mówisz, bo jeżeli potraktujemy tą technologię jako właśnie narzędzie w służbie czegoś, co od lat w nas gra, no to rzeczywiście jest, jest taka szansa, że patrzymy na to z nadzieją. Mhm.
Dorota Freitag: Dokładnie.
Agnieszka Gaczkowska: Dokładnie.
Dorota Freitag: Oczywiście obawy mogą być wyolbrzymione też przez chociażby zniekształcone informacje, które do nas trafiają często, nie?Jakieś przykłady, które nie są prawdziwe. Jak każdego narzędzia można tego użyć w dobry i w zły sposób. Więc trzeba być rozsądnym i ostrożnym, ale ja mam ogromną nadzieję, że to przede wszystkim będzie ludziom, znaczy mi przede wszystkim ułatwiać pracę.
Agnieszka Gaczkowska: Dokładnie, dokładnie. Dorota, ja bardzo sobie cenię fakt, że właśnie jesteś już od bardzo wielu lat na rynku. Nie jeden kryzys, nie jedną górkę, nie jedne zawirowania, czy nowe jakieś platformy modne widziałaś. I ciekawa jestem, wiesz, z perspektywy właśnie tego wieloletniego doświadczenia, bo słuchają nas właśnie i hobbyści i z drugiej strony przedsiębiorcze osoby. Zauważyłam, że też, no po tych mailach, które piszą nasze nasze słuchaczki, bo to głównie kobiety. Mamy osoby, które po prostu gdzieś się interesują, jaką radę, czy taką lekcję dałabyś naszej społeczności.
Dorota Freitag: Ja myślę, że podstawa to jest sprawdzać swoje pomysły. Chodzi głównie o to, żeby nie bujać w świecie fantazji, obojętnie, czy my jesteśmy już na etapie biznesu, czy dopiero nam się wydaje, że z naszego Handmade ten biznes powstanie.
Taka rada, do której ja długo dochodziłam na błędach polega na tym, żeby sprawdzać, czy to, co nam się wydaje, rzeczywiście jest czymś, co ma szansę zaistnieć biznesowo. Ocenić swoje możliwości, sprawdzać, jakby, czy my jesteśmy w stanie poprowadzić firmę. Można iść na bardzo wiele szkoleń i można rozwijać się w nieskończoność, ale to wszystko ostatecznie w tabelce w Excelu musi wychodzić na plus. I my, jako rękodzielnicy, mamy bardzo często problem z tym, żeby urealnić się w cyfrach. Nawet trudno nam jest często policzyć materiały, które są potrzebne na stworzenie jakiegoś produktu, bo mamy z tego taką radość, że, że sam proces tworzenia jest jakby tutaj dla nas najważniejszy. Także moim zdaniem, ważne jest to, żeby z jednej strony funkcjonować na tych wysokich emocjach i żyć tą fantazją w jakimś sensie, ale z drugiej strony ją urealniać i i jednak liczyć, czy to rzeczywiście już jest biznes i czy to jest dla nas, czy nie.
Agnieszka Gaczkowska: Dziękuję ci, bo to bardzo cenna podpowiedź. Ja jeszcze nie byłabym sobą, mam, mam to przekonanie, że za chwileczkę będziemy kończyć, bo też chcę szanować twój czas, nie przeciągać, ale dosłownie takie mam ostatnie pytanie, wiesz, na deser. Yyy o kreatywność w tym biznesie, właśnie tak, jak wspomniałem, wiele osób, które nas słucha, no traktuje, że rękodzieło bardziej jako hobby, niż jako biznes. Ale są też te osoby, które zastanawiają się, czy przypadkiem, jeżeli wejdą do tej branży i właśnie zaczną traktować swoje rękodzieło, to takie nasze święte miejsce, gdzie jesteśmy po prostu dla siebie. dla takiej ekspresji twórczej, samorealizacji, czy, czy jak wejdziemy do biznesu i zabierzemy to nasze święte hobby do biznesu, to przypadkiem gdzieś nie nastąpi totalna profanacja i przestaniemy to lubić. Eee i kogo jak nie kogo, autorki miejsc pod nazwą kreatywnie.com. Ciekawa jestem, jaka jest twoja perspektywa właśnie na, na to myślenie. Właśnie, że, że gdzieś ta kreatywność, kiedy my swoje hobby zabierzemy do biznesu, zamienimy je w biznes, spotykam się z takim przekonaniem, że to wtedy umiera, że to przestaje już być kreatywne hobby, tylko zaczyna być właśnie ten twardy biznes. Ciekawa jestem, jak to jest u ciebie, na tej linii Handmade hobby i biznes? Jak sobie radzisz z tym na co dzień?
Dorota Freitag: Paradoksalnie, wydaje mi się, że bardzo dużo zależy od naszego zrozumienia, dla kogo my to robimy. Bo jeżeli my naszą twórczość zaczniemy kierować w stronę kompletnie przypadkowych i nieżyczliwych osób, to o wypalenie jest bardzo łatwo.
Jakby dojść do tego momentu, kiedy my myślimy, że to wina biznesu, a w rzeczywistości chodzi o to, że czujemy się do czegoś zmuszane. Jeżeli my się otoczymy właściwymi ludźmi, komunikujemy się z ludźmi, którzy są chętni, gotowi zapłacić za to, czym my się zajmujemy i i są nam życzliwi i nie są naszą konkurencją, bo to jest też bardzo częsty przypadek, że my na fali entuzjazmu wchodzimy na Facebooka, na wszystkie możliwe grupy Handmade, wrzucamy tam zdjęcia naszych prac, po czym dostajemy butem po prostu, zamiast klientów dostajemy jakiś po prostu takie totalnie krytyczne uwagi. No to jest jakby kwestia samego podejścia, bo chodzi o to, że my wtedy wchodzimy dokładnie w obszar naszej konkurencji i to takiej najbliższej. I zamiast otaczać się ludźmi, którzy są gotowi od nas coś kupować, otaczamy się ludźmi, którzy są gotowi nam po prostu podstawić nogę. Więc to jest chyba bardzo ważne, żeby nie stracić kontaktu ze swoją kreatywnością i żeby nie stracić kontaktu z radością, która płynie z tego tworzenia i jednocześnie móc pogodzić te rzeczy mniej przyjemne biznesowe. To my musimy mieć głębokie przekonanie, że te osoby, dla których my to robimy, tego po prostu to uwielbiają tak samo, jak my i się takimi osobami po prostu otaczać i nakręcać nawzajem. Mnie to ciągle spotyka, że ktoś mi pisze tak miłe rzeczy, że na przykład jak ja już widzę, że za oknem jest naprawdę okropnie, deszcz pada i nie mam ochoty nawet kiwnąć palcem, a co dopiero wyciągnąć ołówka albo szydełka, to wtedy dostaję na YouTubie jakiś taki komentarz, że „dzięki pani moja emerytura w ogóle nabrała sensu”. Ja wtedy po prostu wyskakuję i wiem, po co to robię. I choćbym była bardzo zmęczona, to sięgam do mojej listy zapisanych filmików i robię następny. Także wydaje się, że to jest, to jest rozwiązanie tego zagadnienia.
Agnieszka Gaczkowska: Dziękuję ci Dorota, ogromnie ci dziękuję za za przyjęcie zaproszenia do tego podcastu. Moja intencja to zostawić ostatnie słowo dla ciebie, więc zadam ci pytanie i zostawię cię z odpowiedzią, następnie się wyciszę i zakończymy podcast, aby to twoja twoja wypowiedź była tym ostatnim, ostatnią kropką nad i. Dorota, gdyby ktoś kazał ci wybrać Handmade hobby, albo Handmade biznes. Co byś wybrała?
Dorota Freitag: O kurczę, jakie pytanie. No to jest bardzo, powiem tak, kiedy jestem przeciążona i wydaje mi się, że w ostatnim okresie wszystko, co zrobiłam, zrobiłam źle, no to wtedy kontaktuję się ze swoimi koleżankami z branży i wtedy okazuje się, że wszyscy są w tym samym miejscu i że wcale tak źle nie jest.
Więc ja mimo wszystko uważam, że funkcjonowanie w hobby, znaczy w Handmade biznes, to jest ogromny przywilej i służba. To jest po prostu piękna ścieżka życiowa, to jest nie do podrobienia. Nie mogłabym sobie sama tego lepiej wymyślić, to jest po prostu taka ścieżka, która po pierwsze dostarcza tony samorozwoju, po drugie niezwykłych ludzi wokół, a po trzecie zadania, które na które no po prostu człowiek, no śmieją mu się oczy i i rozgrzewa ręce i i biegnie. Nie muszę się motywować do pewnych rzeczy, więc myślę, że powtórzyłabym, gdyby mi ktoś jeszcze raz umożliwił pracę w tej branży, miałabym jak kot więcej żyć, to to spokojnie nadal bogacąc się o te doświadczenia, które mam zabrałabym się za ten biznes. Nie jest łatwy i nie jest od dorobienia się tylko pieniędzy. To jest po prostu taka służba i wybór, ale bardzo ciekawa.